Człowiek i PasjeOd ziół znad Niemna do farmakognozji

Od ziół znad Niemna do farmakognozji

ROZMOWY Z PROFESOR HALINĄ STRZELECKĄ – Część 3

Mówi się, że nie ma osób niezastąpionych. Jednak Komisja Farmakopei Polskiej, której jest Pani członkiem od 38 lat nie może sobie bez współpracy z Panią profesor poradzić?

Czy powiedzenie, że nie ma ludzi niezastąpionych jest słuszne?

Myślę, że w pełni tak. Jest prawdziwe. Departament Farmakopei w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, moim zdaniem, poradziłby sobie doskonale bez mojej osoby. To, że mimo zaawansowanego wieku, biorę nadal udział w posiedzeniach, wynika z bardzo długiej współpracy z komisją Farmakopei Polskiej i życzliwością jej kierownictwa. W podkomisji farmakognostycznej jest obecnie pięciu przedstawicieli reprezentujących: Poznań, Gdańsk, Lublin i Warszawę. Każdy z nas oprócz ogólnej oceny monografii surowca, która ma być wprowadzona do Farmakopei Polskiej lub skorygowana, ma za zadanie zwrócenie uwagi na określoną część, na określony fragment, a moim obowiązkiem jest sprawdzenie poprawności opisu morfologicznego oraz opisu badań anatomicznych sproszkowanego surowca, obecnie nazywanego substancją roślinną. Uzasadnia to fakt, że w Zakładzie Farmakognozji w Warszawie już w latach pięćdziesiątych, z inicjatywy podówczas doktora, a później profesora Bogusława Borkowskiego, został opracowany klucz do oznaczania sproszkowanych surowców roślinnych. Wydano również Atlas Sproszkowanych Surowców Roślinnych, do którego bardzo ładne rysunki obrazów spod mikroskopu wykonane zostały przez dr Kamińską, dr Walewską oraz mgr Dobrowolską, asystentki naszego Zakładu. Z wydawnictw tych korzystają do dziś studenci na ćwiczeniach mikroskopowych. Ostatnio Dział Wydawnictw Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego zwrócił się do mnie, jako do jedynego żyjącego obecnie współautora, o zgodę na dodruk Klucza Sproszkowanych Surowców Roślinnych. Jak już wspominałam, prof. Deryng szczególną uwagę zwracał na znajomość metod identyfikacji surowca, zwłaszcza do odróżnienia zafałszowania, a w takich przypadkach ta metoda właśnie daje dobre rezultaty. W kształceniu młodszych ode mnie kolegów, dużo większą uwagę przywiązywano do metod chemicznych i farmakologicznych oceny surowców. Jest to zapewne przyczyną, że Departament Farmakopei nadal korzysta z moich usług, jako że osoby w moim wieku bardzo dobrze pamiętają to, co było pięćdziesiąt lat temu.

Opracowana przez Panią Profesor „Encyklopedia zielarstwa i ziołolecznictwa” stanowi kamień milowy w dorobku polskiej, farmaceutycznej literatury naukowej w dziedzinie fitoterapii. Jak przebiegały prace nad tym nieocenionym wydawnictwem?

Jak każde przedsięwzięcie Encyklopedia ma też swoją historię. Daleka jestem od przypisywania sobie wszystkich zasług, bo Encyklopedia to rezultat pracy wielu specjalistów, których udało się szczęśliwie pozyskać do współpracy. To nawet nie był mój pomysł.

Na jednym ze spotkań w Instytucie Przemysłu Zielarskiego w Poznaniu, zapytałam docenta Aleksandra Ożarowskiego, czy wobec tak sprzecznych opinii o leku roślinnym wśród lekarzy i społeczeństwa, nie uważa za stosowne i celowe, opracowanie rzetelnych informacji o roślinach leczniczych i otrzymywanych z nich lekach. Pan docent odpowiedział mi, że złożył już ofertę PWN, którą zaakceptowano, ale podano bardzo krótki termin wykonania i realizacji. Po kilku miesiącach pan docent zaproponował mi włączenie się do prac związanych z organizacją i kompletowaniem zespołu współpracowników, gdyż ze względu na duże obciążenie i zobowiązania zawodowe, nie może zbyt dużo czasu poświęcić temu projektowi. Przyjęłam propozycję, wiedząc że docent Ożarowski ma wieloletnie doświadczenie w przygotowaniu, koordynowaniu współpracy i redagowaniu książek poświęconych lekowi naturalnemu, w których często brało udział bardzo wielu współpracowników. Uzgodniliśmy wstępnie zakres haseł, a także wybór części autorów do ich opracowania. Niestety, docent Ożarowski wkrótce całkowicie zrezygnował z dalszej współpracy, motywując to brakiem czasu, a także względami zdrowotnymi. Prosił jednak, abym nie rezygnowała z kontynuowania tego projektu. Mimo moich argumentów i próśb, nie zmienił swego zdania dotyczącego rezygnacji. Decyzja kontynuowania prac była dla mnie bardzo trudna. Rezygnacja docenta oznaczała stratę bardzo doświadczonego redaktora i współautora licznych wydawnictw z dziedziny leku roślinnego, którego wiedza i doświadczenie były bezcenne. Na podjęcie pozytywnej decyzji wpłynęła postawa moich koleżanek i kolegów z Zakładu Farmakognozji. Wszyscy zadeklarowali daleko idąca pomoc i obietnicy dotrzymali, za co jestem im bardzo wdzięczna. Ustaliliśmy, że za redakcję całości i za część botaniczną odpowiedzialna będę ja i profesor Józef Kowalski, a opracowanie haseł farmakognostycznych chcieliśmy powierzyć całemu zespołowi Zakładu Farmakognozji. Fakt, że większość autorów była na miejscu, był dla nas bardzo korzystny, gdyż można było na bieżąco, bardzo szybko wszystko konsultować, co przyśpieszało pracę. Zewnętrzni współautorzy z innych dziedzin, jak np. z historii farmacji czy farmakologii, w razie jakichś wątpliwości mieli się komunikować ze mną. Dla potrzeb Encyklopedii, panowie Rudnicki i Strzelecki wykonali setki zdjęć roślin ze stanowisk naturalnych, z upraw lub z ogrodów botanicznych, a rysunki niektórych roślin obcych naszej florze wykonała, uzdolniona rysunkowo, mgr Bogusława Dobrowolska, wieloletni asystent Zakładu. Ani profesor Kowalski, fitopatolog z wykształcenia, ani ja, nie mieliśmy doświadczenia we współpracy z tak dużym zespołem i z tak obszernym zakresem materiału. Znacznie prostszym było przygotowanie i wydawanie podręczników akademickich oraz przewodników do ćwiczeń, co robiliśmy od lat. Bardzo dużą pomocą było dla nas wyznaczenie przez PWN, na redaktora merytorycznego pani Zofii Plucińskiej. Była to osoba o bardzo dużym doświadczeniu edytorskim, rozległej wiedzy i wysokiej kulturze osobistej. Współpraca z nią układała się od początku bardzo dobrze i tak było przez cały okres naszej współpracy. Pomocą w przyśpieszeniu wydawnictwa był udział finansowy Herbapoli i firm produkujących surowce oraz leki roślinne, poprzez umieszczanie reklam czy zakup dużej liczby egzemplarzy Encyklopedii. Chciałabym podkreślić bardzo duże zaangażowanie wszystkich współpracowników w przygotowanie tego wydawnictwa, za to chciałabym im podziękować, a także za rzetelne i terminowe wywiązywanie się z podjętych zobowiązań, co nie zawsze się zdarzało w tego typu pracach. Patrząc z perspektywy czasu, sadzę że Encyklopedia spełniła częściowo swoje zadanie, jako źródło rzetelnej informacji i prostowania błędnych informacji o leku roślinnym. Nie udało się natomiast umieścić w niej wielu, wprowadzanych równolegle z wydaniem Encyklopedii, surowców roślinnych, zwłaszcza azjatyckich. Dziś w dobie internetu można sięgnąć do zgromadzonych tam danych, ale nie wszyscy potrafią ocenić ich wiarygodność.

Pierwszy numer Panacei wydany w pażdzierniku 2002 roku, został zainaugurowany opracowaną przez Panią Profesor publikacją pod tytułem „Lek roślinny – stan obecny i perspektywa rozwoju”. Póżniej wielokrotnie mieliśmy zaszczyt publikować ważne prace Pani Profesor. Jak ocenia Pani nasz kwartalnik poświęcony upowszechnianiu osiągnięć ziołolecznictwa?

Kwartalnik oceniam bardzo wysoko. I to w wielu aspektach: po pierwsze ze względu na poziom artykułów, ich aktualną treść, podaną w sposób interesujący i szeroko ujętą. Po drugie: dobór autorów gwarantujący rzetelność informacji, z powołaniem się na najlepsze źródła. Po trzecie: stałymi współpracownikami kwartalnika są autorzy ze środowiska naukowego, o ugruntowanej pozycji, jak np.: prof. Irena Matławska, prof. Mirosława Krauze-Baranowska, prof. Barbara Filipek, prof. Wiesława Bylka, dr Jadwiga Nartowska czy prof. Kazimierz Głowniak, a także praktykujący lekarze jak np.: lek. med. Tadeusz Liczko, lek. med. Aleksandra Ciach czy dr n. med. Elżbieta Trafalska. Pozwala to na wszechstronne omówienie problemów związanych z pozyskiwaniem i działaniem, a także zastosowaniem znanych oraz nowo wprowadzanych leków pochodzenia roślinnego. Na szczególną uwagę zasługują krótkie, ale bardzo dobitnie podkreślające sedno sprawy, artykuły od wydawcy. Mogą stanowić wzór dla niejednego dziennikarza, jak należy w kilku słowach powiedzieć to, co stanowi sedno zagadnienia oraz w sposób prosty i zrozumiały podkreślić jego istotę. Poruszane są tam sprawy niejednokrotnie skomplikowane, jak np. problemy legislacyjne związane z polską polityką lekową i zdrowotną, czy rolą farmaceutów w dziedzinie ochrony zdrowia. Układ artykułów jest przejrzysty, stały, co pozwala na szybkie znalezienie potrzebnych informacji. Bardzo ładna i przemyślana jest szata graficzna, dodatkowo podkreślająca cechy omawianej rośliny czy różne aspekty poruszanego problemu. Aktualne informacje związane z legislacją podane są w sposób zrozumiały, nie tylko dla prawników. Wprowadzono i rozszerzono działy związane z dietetyką, czy kosmetyką, z podkreśleniem znaczenia nieprzetworzonych produktów pochodzenia roślinnego. Ciekawe są także podróżnicze reportaże ze świata, pokazujące znane obiekty architektury oraz miejscową florę i faunę. Kolejny dział tworzą relacje z uznanych, mających często długoletnie tradycje ogrodów botanicznych, bądź takich które są dopiero zakładane. Na szczególne podkreślenie zasługuje także dział skromny objętościowo, ale bogaty w treść, a dla wielu osób niosący zupełnie nowe informacje. Pokazuje on związki obrazów znanych malarzy z roślinami leczniczymi. Niektóre odkrycia autora felietonów są zaskakujące i uczą dokładniejszego przyglądania się dziełom artystów, ze szczególnym uwzględnieniem świata roślin. Pozwalają dostrzec nowe treści w oglądanym dziele. Należy pogratulować pani redaktor i jej zespołowi stałego dążenia do podnoszenia poziomu pisma od strony merytorycznej oraz graficznej.

W Encyklopedii Zielarstwa, pod hasłem „Panaceum” napisała Pani Profesor m.in. „obecnie wiadomo, że leku skutecznego na wszystkie choroby nie da się otrzymać”. Jako farmaceuta i założyciel firmy produkującej od 32 lat leki ziołowe, mimo wszystko zawsze marzyłem o udostępnieniu cierpliwym pacjentom ziołowego środka o wszechstronnym składzie, działaniu i zastosowaniu. Ostatecznie wprowadziliśmy na rynek tabletki o nazwie „Panaceum” zawierające niewielkie dawki 40 roślin leczniczych z założeniem, że konsekwentne stosowanie szerokiego kompleksu zawartych w ziołach farmakologicznie czynnych związków, może przyczynić się do przywrócenia i utrzymania równowagi organizmu narażanego na różnorodne czynniki patogenetyczne. Jaka jest opinia Pani Profesor na temat takiego środka?

Podtrzymuję twierdzenie, że poszukiwanie leku, który mógłby wyleczyć wszystkie choroby, jest utopią – jest więc bezcelowe. Poznano bowiem mniej lub bardziej dokładnie, przyczyny powstawania wielu schorzeń, a różnią się one znacznie, wymagają różnych metod i kierunków działania. Natomiast suplement diety pod nazwą Panaceum może mieć inny cel: niedopuszczenie do powstania schorzenia, wynikającego z niedoboru istotnych dla prawidłowego działania organizmu związków. Długotrwały, a niekiedy nawet krótki okres niedoboru niezbędnych związków prowadzić może do powstania schorzeń. Panaceum może mieć znaczenie profilaktyczne, tym bardziej, że ma bardzo bogaty skład. Idea przygotowania preparatu opiera się na hipotezie, że organizm potrafi z mieszaniny składników występujących w ziołach, wybrać i wykorzystać te, które są mu potrzebne. Ta filozofia jest wykorzystywana w tworzeniu leków produkowanych przez Labofarm. Panaceum zawiera w swoim składzie 40 sproszkowanych ziół i nieprzetworzonych wyciągów o bardzo bogatym składzie. Występujące w nim związki wpływają na pracę układu trawienia, układu nerwowego, układu krążenia, wpływają na gospodarkę lipidową, gospodarkę węglowodanową, gospodarkę mineralną. Suplement diety Panaceum może być uznawany za preparat profilaktyczny, jeśli stosowany jest zapobiegawczo, a nawet za dietetyczno-leczniczy, jeśli jest podawany w początkowym okresie powstawania niedoborów. Warunkiem uzyskania pozytywnych efektów jest dyscyplina w regularnym, zgodnym z zaleceniem przyjmowaniu preparatu. Szczęśliwie mamy już za sobą okres skreślania leków pochodzenia roślinnego z lekospisu czy Farmakopei. Od tej krytycznej sytuacji lat 70/80 minęło blisko pół wieku. A czas ten, moim zdaniem, był dobrze wykorzystany przez ośrodki zajmujące się lekiem roślinnym: naukowe, administracyjne, przemysłowe. Główny nacisk położono na wykazanie działania, nowoczesne metody produkcji i oceny substancji roślinnych oraz otrzymywanych z nich leków. Wprowadzono nowoczesne metody analizy i standaryzacji. Dużym postępem była możliwość badania tych leków lub substancji roślinnych metodami wymagającymi niewielkich ilości badanego związku. To ułatwiło, a także znacznie obniżyło koszt badań. Oprócz tych osiągnięć rozwojowi sytuacji sprzyjać też może akceptacja stylu życia, który chroni środowisko np. stosowanie, gdzie to możliwe związków pochodzenia naturalnego: w kosmetyce, higienie, gospodarstwie domowym, a unikanie związków syntetycznych. Optymistyczne jest to, że młodzi ludzie coraz częściej wybierają ten styl życia! Przenosi się to także, tam gdzie jest możliwe, na wybór leku. Dotarcie z nowymi lekami do młodych może dać dobre efekty. Niewątpliwie nadal pozostaje konieczność edukowania, zarówno lekarzy jak i personelu pomocniczego, a także pacjentów. Część z nich nadal nie odróżnia leków roślinnych od homeopatycznych i suplementów diety, uważając je wszystkie za placebo. Przekonanie tej grupy nie będzie łatwe ale gromadzenie racjonalnych argumentów z czasem da efekt. Suplementy diety, mimo postępu w tym zakresie wymagają nadal ściślejszego zdefiniowania. Obecna definicja umożliwia dodawanie do witamin i związków mineralnych niewielkiej ilości substancji roślinnej, stosowanej do produkcji leków, co ma sugerować właściwości lecznicze suplementu i co jest powszechnie wykorzystywane do celów reklamowych. Niestety negatywnie dla leku roślinnego oceniam, że niektóre Zakłady Przemysłowe, o długiej tradycji produkcji leków, które na rynku farmaceutycznym były wysoko oceniane, zajęły się obecnie produkcją soków owocowych czy dżemów. Byłoby lepiej gdyby te, niewątpliwie potrzebne, produkty wytwarzano pod nieco zmienionym logo tak jak to zrobiły inne firmy.

Czy lek roślinny może się nadal rozwijać?

Podstawy i warunki dla dzisiejszego rozwoju są:

1. Zasoby surowcowe. Zioła pozyskiwane z mało lub nieskażonych terenów w naszym kraju, a także z wzorowo prowadzonych upraw na skalę przemysłową, pokrywają nie tylko krajowe potrzeby, ale są poszukiwanym towarem eksportowym. Zapleczem dla dalszego rozwoju bazy surowcowej są zakłady naukowe i gospodarstwa doświadczalne SGGW.
2. Nowoczesny zakład przemysłowy wytwarzający półprodukty dla potrzeb zakładów produkujących leki.
3. Zakłady przemysłowe produkujące leki roślinne uznane na rynku farmaceutycznym w kraju i za granicą, z wyszkoloną kadrą badawczą.
4. Zakłady naukowe wyższych uczelni i dawnego Instytutu Przemysłu Zielarskiego. W zakładach tych jest grupa osób, dla których nie jest to tylko praca zawodowa, ale również pasja. Programy dydaktyczne Wydziałów Farmaceutycznych zawierają rozszerzone wiadomości na temat leku roślinnego.
5. Członkowie Towarzystw Naukowych i zawodowych organizacji, którzy niejednokrotnie wykazali i wykazują determinację w działaniu na rzecz promocji leku roślinnego. Myślę, że połączona energia całego zaplecza i wykorzystanie wszystkich sprzyjających symptomów dadzą pożądane rezultaty i przyjdą sukcesy.

Wierzę w to głęboko i z całego serca tego życzę! Oby tylko udało się zapanować nad ciągłym rozwojem pandemii i rozpocząć poszukiwanie metod i środków zapobiegawczych bądź niwelujących jej następstwa. To ogromna praca!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polecane

Najnowsze

Więcej