panacea.pl

:: Helianthus - kwiat słońca
Panacea Nr 3 (52), lipiec - wrzesień 2015, strona: 35


Helianthus – kwiat słon‚ca

Na licznych obrazach Vincenta van Gogha (*1853 †1890) widzimy słoneczniki. Artysta był nimi wyraźnie zafascynowany. W liście do przyjaciela, malarza Emila Bernarda, napisał: Myślę właśnie o dekoracji mojego studia tuzinem obrazów ze słonecznikami. Dekoracji, na której surowe lub przełamane żółcienie wybuchną na tle różnych błękitów tła, od najbledszego Veronese do błękitu ciemnego. No i „wybuchnęły”. Wielki Vincent utożsamiany jest przez wielu miłośników malarstwa właśnie ze słonecznikami. Można je podziwiać w największych muzeach, rozrzuconych po całym świecie – od Tokio, przez Filadelfię i Londyn, po Monachium. Całe życie van Gogha było pokryte pasmem nieszczęść, rozczarowań, zawodów. Artysta niecierpliwy, skłonny do wybuchów, cierpiący z powodu zmiennych nastrojów i tego, co nazywamy „bólem istnienia”. Typowy outsider. Był niczym tykająca bomba, o której nie wiadomo, kiedy wybuchnie. Jakby wbrew temu wszystkiemu, mawiał o sobie: W gruncie rzeczy wcale nie jestem człowiekiem gwałtownym; w każdym razie czuję, że jestem bardziej sobą, gdy jestem spokojny. Tego spokoju nie dostrzegamy jednak w jego malarstwie. Może to i dobrze... Dzięki temu mocowaniu się ze światem i z samym sobą artysta stworzył malarstwo, które do tej pory wyznacza granice ekspresji. Wyrażał na płótnie swe uczucia, ból, lęki i zachwyty, pasję tworzenia, życie. Zachwycić się tym, wszystkim, co dookoła, szukać tajemnicy i ładu życia. To dlatego Vincent potrafił odkryć piękno łanów zboża, ale i zwykłego ścierniska, gałęzi oliwek i cyprysów jak płomienie. Płomień wewnętrznego żaru, gorączki emanuje ze zwykłych słoneczników w skromnym wazonie. Ten żar przebija się przez każdy obraz van Gogha. Nie tylko intensywne kolory i kontrasty, ale i linia – rozedrgana i zarazem stanowcza – czyni jego obrazy niezwykłymi. Tu nie ma udawania. Tu jest wielkie pragnienie dotarcia do sedna sprawy. Ostatnie ćwierćwiecze XIX wieku było okresem niezwykłych przemian. Powstają pierwsze maszyny przemysłowe, pierwsze silniki, elektryczność, fotografia i telefony. Fabryki jak grzyby po deszczu powstają na pustych podmiejskich terenach. Urok świata latyfundiów mija bezpowrotnie. Rewolucja przemysłowa fascynowała niektórych artystów, ale większość odbierała ją jako upadek rękodzieła, rzemiosła, może zapowiedź upadku samej sztuki. Nie do zniesienia był widok tanich, ale i tandetnych, bo wykonanych maszynowo dekoracji, którym brakowało piętna indywidualizmu, ręki artysty. Vincent próbuje stworzyć oazę artystów uciekających od miasta i maszyn – w malutkim Arl na południu Francji. Spotykają się tam dwaj wielcy: Vincent van Gogh i Paul Gauguin. To właśnie podczas tego wspólnego pobytu w Arl powstają słynne Słoneczniki (1888). Gauguin maluje portret przyjaciela… malującego słoneczniki w wazonie. W tym okresie arlezjańskim van Gogh szczególnie umiłował sobie kolor żółty, inspirowany słońcem Prowansji. Słońce, światło, z braku lepszych określeń muszę używać słowa żółty, bladosiarczany, żółto cytrynowy, bladozłoty. Jakże piękny jest żółty… Nieszczęśliwie jednak największa artystyczna ekscytacja spotkała się z największą osobistą tragedią mistrza. Słaby i rozedrgany nie wytrzymuje. Rzuca w Gauguina kieliszkiem absyntu, otwiera brzytwę i chce się rzucić na przyjaciela. Dzień później tą samą brzytwą obcina sobie ucho. Gdyby pił napar z kwiatu słonecznika, o działaniu przeciwgorączkowym, o gorzkim smaku, pobudzającym wydzielanie soku żołądkowego. Może pozbyłby się dręczących go, gorączkowych halucynacji, wywołanych nadmiernym spożyciem absyntu, gdyby wcześniej zażył słonecznikowego naparu. I ucha może by sobie nie odciął, a przyjaciela zachowałby przy sobie. Jednak stało się inaczej. Powstało jednak niepowtarzalne dzieło – kwiat słońca. On jak każdy kwiat kwitnie i więdnie, ale słoneczniki Vincenta już nigdy nie zwiędną. To wielki dar: zatrzymać chwilę. Trwaj, chwilo; chwilo, jesteś piękna…



Sloneczniki, 1888, olej na płótnie, 91 x 71 cm

 

Tymoteusz Andrearczyk
www.tymek.art.pl




adres tego artykułu: https://panacea.pl/articles.php?id=5216