panacea.pl

:: Hiperrealizm i sielanka
Panacea Nr 3 (44), lipiec - wrzesień 2013, strona: 35


Hiperrealizm i sielanka…

Ten obraz wydaje się na pierwszy rzut oka typową sceną wiejskiej sielanki, wakacyjnych wspomnień, odwiecznych dążeń człowieka do wypoczynku w zgodzie z naturą i w jej bliskości. Norman Rockwell (*1894 †1978), amerykański malarz i sławny ilustrator, namalował obraz Wiejski agent rolniczy w roku 1948. Dzieło jest charakterystycznym przykładem ówczesnego amerykańskiego realizmu lub raczej, jak piszą krytycy, hiperrealizmu. Stare tęsknoty do sztuki odzwierciedlającej wiernie naturę przybrały tu formy skrajne. Obraz Rockwella przypomina bardziej fotografię niż dzieło malarskiego realizmu w klasycznym tego słowa znaczeniu. Brakuje tu wyraźnie powietrza i przestrzeni wokół ludzi, zwierząt, przedmiotów. Mamy wrażenie, jakby postacie zostały wycięte z fotografii i wklejone w tło.
Tym tłem jest drewniana ściana stodoły. Agent rolniczy (po stroju rozpoznajemy, że to urzędnik) sprawdza przyrost masy ciała młodej krówki. Miara przerzucona przez kolano i gesty rąk, a także papier z ołówkiem dla zapisania niezbędnych danych, nie pozostawiają co do tego wątpliwości. Zaciekawiona rodzina farmerska przygląda się pracy agenta. Na środku prostokątnego obrazu widoczna jest głowa owczarka. Obserwuje z zaciekawieniem pracę agenta i jest wyraźnie zaintrygowany. Pies na wiejskim obrazie jest niezbędnym „akcesorium”, podkreślającym wierność obrazu z naszymi wyobrażeniami o farmerskim podwórzu. Liczą się nawet najdrobniejsze szczegóły.
Jednak w tym całym hiperrealu jest też artystyczna tęsknota do piękna i osobliwości. Urzeka nas dziewczynka o rudych włosach, która przytrzymuje i uspokaja zestresowaną krówkę, będącą przedmiotem niezrozumiałych dla zwierzęcia, niepokojących je czynności. Dziewczynka, naturalnie w dżinsach, zgodnie z niepisaną normą amerykańskich farmerów lat 50. – trzyma w ręku książkę, na której narysowany jest liść koniczyny, typowy znak irlandzkiej identyfikacji. Może mamy do czynienia z emigrantami irlandzkimi w Ameryce? To jednak dla nas mniej ważne.
Ważne, że koniczynka jest rośliną leczniczą. Jak podaje nieoceniona Encyklopedia zielarstwa i ziołolecznictwa po redakcją prof. Haliny Strzeleckiej i Józefa Kowalskiego, koniczyna biała, inaczej rozesłana, Triforium repens, jest składnikiem mieszanek przeciwreumatycznych i przeciwartretycznych. Surowcem leczniczym jest kwiat. Bylina ma różne odmiany, np. koniczyna grecka zwana kozieradką pospolitą, czy koniczyna łąkowa, inaczej czerwona, zwana kądziołką. Tę odmianę stosuje się w nieżytach dróg oddechowych i przeciwzapalnie.
Powróćmy do obrazu. Jego tytuł jest dla mnie nieważny, raczej przypadkowy. Interesujący jest natomiast sposób namalowania tej sceny przez Normana Rockwella. Jest wielu miłośników hiperrelizmu, którzy mówią, że jakiś obraz podoba im się, gdyż namalowany jest „dokładnie”, że wszystko wygląda „jak w życiu”. Jakież to ładne! Wygląda jak zdjęcie! Jest prawdziwe, autentyczne. Tak? No to po co nam sztuka? Może wystarczy fotografia? Czy hiperrealistyczne dzieło Rockwella nie jest de facto swego rodzaju „przeróbką” fotografii? Czy na tym polega prawdziwy realizm i prawda w sztuce? Uważam, że to nieporozumienie, nieudane eksperymenty w dziejach malarstwa. Daleko tu do oddania atmosfery, która czyni zdarzenie realnym, prawdziwym naturalnym – nie dlatego, że jest „jak na fotografii”, lecz dlatego, że artysta tchnął ducha w dzieło. Ja sam – jak wielu z nas – przyzwyczaiłem się do odbierania rzeczywistości jako prawdziwej przez zwykłe jej odzwierciedlenie, jak na fotografii. Dzisiaj smakuję rzeczywistość raczej przez kolor, zapach, intencję, charakter – to wszystko, czym jest doświadczenie prawdy i jej tętniących żył. Fotografia nie potrafi tego oddać. Wiejska idylla udała się Rockwellowi, można powiedzieć doskonale, acz… nieprawdziwie.


Tymoteusz Andrearczyk
www.tymek.art.pl




adres tego artykułu: https://panacea.pl/articles.php?id=4413