panacea.pl

:: Między mitem a kosmosem
Panacea Nr 4 (37), październik - grudzień 2011, strona: 35


Między mitem a kosmosem

Pierwszy raz widziałem oryginały Petera Paula Rubensa w Wiedniu, jakieś 10 lat temu. Powiedziałem wtedy, tylko do siebie, że to okropne! Widzieć coś w tak bezwstydnie śliskich i zarazem płytkich różach, jakby się wąchało zjełczałe już perfumy primabaleriny... Potem dopiero, już w innych muzeach, odkryłem wartość jego dzieł - szczególnie w pejzażach i w scenach religijnych. Zdumiewające, z jaką łatwością potrafił imitować rzeczywistość, skąpaną zawsze w przepychu formy i nadwrażliwości ludzkiego intelektu.

W obrazie mitologicznym Jupiter i Callisto (1613, olej na płótnie 202 x 305 cm, Staatliche Museen, Kassel) możemy odnaleźć leczniczą koniczynę i to, co jawi nam się jako charakterystyczne cechy i motywy malarstwa okresu baroku: jasny świetlisty światłocień, nadający postaciom wrażenie, jakby nie miały konturu, otoczone masą ciężkiego powietrza; ciemne tło niewidocznych drzew olbrzymów; nabrzmiała z dumy konserwatywna, wzniosła tradycja. Wreszcie nagość „półbogiń”, idealizacja ciał nieskrępowana, piękna.
Jupiter - pan i władca o nieco niewieścim wyglądzie, lecz ciemniejszym kolorze skóry i męskiej twarzy - podkreśla swą dominację nad piękną nimfą leśną Kallisto (łac. Callisto) dynamicznym skrętem ciała, ułożeniem rąk, spojrzeniem. Nimfa zostanie wkrótce ukarana wieczną przemianą istoty i gatunku. Możemy już sobie wyobrazić Artemidę (rzymską Dianę), boginę łowów, która zamienia Kallisto w niedźwiedzicę. Widzimy w obrazie jej atrybuty: łuk i strzały. Zrozpaczony Jupiter, czyli Jowisz (grecki Zeus) - którego rozpoznajemy także po atrybutach orła i piorunów - umieszcza ją na nieboskłonie jako Wielką Niedźwiedzicę.
W 1610 roku Galileusz - wpatrując się w niebo - odnajduje cztery księżyce Jowisza. Jeden z nich nazwany zostaje Kallisto (Jowisz IV), na pamiątkę najpiękniejszej, mitologicznej nimfy. Rok później Rubens postanawia: skoro Jowisz ma swoje księżyce, a jeden z nich nazywa się Kallisto, to namaluję obraz o tym odkryciu. Odkryciu kolegi, którego poznał zapewne na dworze wielkiego księcia Toskanii we Florencji, gdzie wielki astronom i wielki malarz służyli swymi umiejętnościami rodzinie Medyceuszów.
W dwa lata obraz był ukończony. Był to czas, kiedy Galileusz usilnie starał się propagować swoje odkrycie, wysyłając lunety, własnoręcznie skonstruowane, władcom Europy. Czasy były ciężkie dla astronomów. W 1616 hierarchowie Kościoła wpisują dzieło Mikołaja Kopernika De revolutionibus orbium coelestium (O obrotach ciał niebieskich) do indeksu ksiąg zakazanych.
Galileo jedną z lunet wysłał naszemu królowi Władysławowi IV, który był akurat pod Moskwą i w drodze powrotnej ją zgubił… W dole obrazu widzimy w kępie trawy koniczynę białą Trifolium repens. Charakterystyczne trójlistki długoogonkowe, szeroko odwrotnie jajowate, z wierzchu jasna plamka. Jak pisze prof. Halina Strzelecka, wyciągi z ziela działają przeciwbiegunkowo. Kwiat jest składnikiem mieszanek przeciwreumatycznych i przeciwartretycznych. Koniczynę jako roślinę leczniczą wymienia św. Hildegarda. Stosowano ją w chorobach kobiecych, reumatycznych. Używano także do barwienia tkanin na kolor żółty.
Obraz Rubensa ma kontekst typowo mitologiczny, więc symbolika Trójcy Świętej i życia, jaką niesie koniczyna, nie bardzo nam tu pasuje. Oczywiście, zawsze można „podciągnąć” symbol do tego, o czym obraz opowiada. Trzeba by tylko naprowadzić na jakąś zależność trzech osób. Lecz mamy w obrazie tylko dwie osoby: Jupitera i Kallisto (no i malarz może…). Albo mamy Rubensa, Galileusza i Jowisza z księżycami, albo sztukę, widza i obraz. Nic tu nie pasuje... Być może już wtedy, w XVII wieku, obaj geniusze po cichu wyobrażali sobie podbój kosmosu, gdyż tego, co możemy zaobserwować, zobaczyć - będziemy też mogli kiedyś dotknąć… Czasem jednak trzeba sobie odpuścić… Rubens namalował te koniczynki po prostu dla pokreślenia pierwszego planu, wzbogacając go o subtelne motywy roślinne. Wszak scena mityczna rozgrywa się w przyrodzie. Przyroda rządzi się tymi samymi prawami, co kosmos. A mit - jak pisał Józef Bocheński - to opowiadanie, o którym wiemy, że jest fałszywe, a jednak trzymamy się go, jak gdyby było prawdziwe…

 

Tymoteusz Andrearczyk
www.tymek.art.pl




adres tego artykułu: https://panacea.pl/articles.php?id=3713