panacea.pl

:: Ora et labora
Panacea Nr 2 (31), kwiecień - czerwiec 2010, strona: 35


Ora et labora

W obrazie Żniwa (Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, olej na desce 118 x 160,7 cm), namalowanym w roku 1565 przez Pietera Bruegela Starszego, zwanego Chłopskim (*ok. 1525 †1569), widzimy ciężką pracę ludu w upalny letni dzień.
Można też patrzeć na ten obraz jako na portret zbiorowy roślin, które ciężko pracujący człowiek wykorzystuje dla swojego zdrowia. Jest więc zboże o pięknej, żółtej barwie, jest grusza, pod którą odpoczywają i posilają się w przerwie od pracy żniwiarze. Zboże to od wieków wielki Boży dar z naszych pól. Od pokoleń mąka, chleb, kasze, oleje i syropy są podstawą wyżywienia człowieka. Pszenica najbogatsza jest w skrobię, białko, związki mineralne i witaminy. Z żyta wyrabia się alkohol etylowy, a z jęczmienia wytwarza się słód używany w browarnictwie. Z liści gruszy wytwarza się preparaty odkażające drogi moczowe.
Pieter Bruegel (pierwotna wersja nazwiska: Brueghel) był malarzem niderlandzkim, który ożenił się z Mayeken, córką swego pierwszego nauczyciela Pietera Coecka, i miał z nią dwóch synów – Pietera Bruegela młodszego, zwanego Piekielnym, oraz Jana Bruegela, zwanego Aksamitnym. Co ciekawe, obaj synowie zostali wybitnymi malarzami, chociaż nie mieli okazji uczyć się tego rzemiosła i tej sztuki od swojego sławnego ojca. Kiedy Pieter Bruegel senior umierał, jego starszy synek miał lat 5, drugi ledwie rok.
Stosunkowo duże płótna wyglądają z daleka jak abstrakcyjne kompozycje barwnych plamek, które układają się w jakąś całość. Dopiero gdy przyglądamy się z bliska, dostrzegamy szczegóły i nadzwyczajną sprawność techniczną malarza perfekcjonisty. Artysta oddaje wygląd materii. Drewno jest u niego niemal namacalnie twarde i porowate, skóra ludzka jest miękka i zdaje się, jakby pulsowała pod nią krew. Na tych obrazach żyje wschód słońca, powiew wiatru, muzyka. Widoczna jest przenikliwość mistrza w psychologicznym rysunku malowanych postaci: ten człowiek to dumny paw, tamten jest wyraźnie podchmielony, a tamta kobieta jest zakochana. Czasem mam wrażenie, jakby Pieter Bruegel był prekursorem filmów długometrażowych. Przy jego obrazach można stać i stać. Z trudem się potem powraca do realnego świata.
W Żniwach dokonuje się w wielkim trudzie, w gęstej, upalnej atmosferze, dzieło rąk ludzkich. Malarz nie skupia się jednak tylko na fizycznym wysiłku mięśni, nie pokazuje nam wiejskich atletów z potem na czole. Widzimy scenę innego rodzaju, jakby malowaną z lotu ptaka. Widzimy pracę, wypełnioną skupieniem i spokojem, prawie modlitwą – w myśl średniowiecznego, benedyktyńskiego zawołania ora et labora. W cichości dokonuje się żniwo i układanie snopów. Nikt tu nie narzeka, nie ma też ludowych przyśpiewek. Jedyną „gwarną” grupą są postacie ludzi spożywających posiłek. Robią to, by odpocząć i nabrać sił. Nie widać oznak hucznej biesiady. Zresztą, tuż obok zasnął chłop utrudzony znojem dnia. Ustawienie tej śpiącej postaci zainspiruje później artystę do pracy nad obrazem Kraina lenistwa (1567).
Żółcień w obrazie dominuje, wręcz razi oczy oglądającego. Ten efekt potęgują mocne, geometryczne bryły żniwnych pól. Żółcień jest zestawiona ze zgaszoną bielą nieba, niewielką ilością czerni i zieleni. W swej kompozycji obraz wygląda z daleka, jakby ostre bryły przenikały się z delikatnością zielonych łąk i ulotnością liści drzew. Pejzaż jest sielankowy i harmonijny, na horyzoncie dostrzegamy statki, niedaleko osada z widoczną wieżą kościoła. W centrum obrazu dzieci bawią się na zielonych łąkach, blisko swych domostw. Tuż za gruszą widać drugi kościół z błękitnym dachem. Po prawej stronie niewielkie ludzkie postacie przy zbiorze gruszek. Po lewej stronie dzieła widoczny jest w oddali wóz obładowany plonami, trochę niżej dwie kuropatwy wzbijają się do lotu. U dołu z lewej stągiew wody schowana w cieniu ścinanego pola.
Cały ten pejzaż jest wyjątkowy, ponieważ ukazuje, jak piękne może być kształtowanie przyrody przez człowieka. Pola razem z pracującym i odpoczywającym w przerwach od pracy ludem stanowią jedność. Praca rąk ludzkich w tym obrazie ukazuje naturalną, szczerą i prawdziwą symbiozę między tym, co na ziemi, a tym co w Niebie. To ten rodzaj pracy, o której pisał Norwid. Piękno krajobrazu, piękno życia, naturalność funkcji społecznych, są pretekstem do trudzenia się. Taka praca – z towarzyszącym jej Bożym spokojem, odczuwalnym w obrazie – prowadzi do zmartwychpowstania.


Tymoteusz Andrearczyk
www.tymek.art.pl




adres tego artykułu: https://panacea.pl/articles.php?id=3113