panacea.pl

:: W ogrodzie tęsknoty i metafazy - Rok Juliusza Słowackiego
Panacea Nr 2 (27), kwiecień - czerwiec 2009, strony: 28-29


W ogrodzie tęsknoty i metafazy - Rok Juliusza Słowackiego

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ogłosił w styczniu Rok Juliusza Słowackiego. Poeta urodził się przed 200 laty (4 IX 1809 w Krzemieńcu), umierał przed 160 laty (3 IV 1849 w Paryżu), nie dożył nawet 40 urodzin. Pochowany na paryskim Cmentarzu Montmartre, spoczywał tam do 14 czerwca 1927 r. Tego dnia szczątki ekshumowano. Gdy otwarto grób, znaleziono tylko szary proch, kości, czaszkę i pukiel włosów. Szuflami oto sypią w trumnę hebanową grudy ziemi francuskiej, co jest Twym popiołem i tylko pukiel włosów nad kościanym czołem - ten sam jest, który lśnił się nad Twą żywą głową - pisał głęboko wzruszony Jan Lechoń, świadek tych czynności. Słowacki spoczął obok Mickiewicza w Krypcie Wieszczów Narodowych Katedry na Wawelu, gdyż – jak powiedział Józef Piłsudski – królom był równy. Dla czytelnika PANACEI interesujące jest przede wszystkim to, jaki był stosunek Słowackiego do świata roślin. Czy interesował się pożytkami płynącymi z ich właściwości leczniczych, czy też traktował regnum naturae tylko jako wdzięczne pole jakże bogatej romantycznej metaforyki, służącej wyrażaniu stosunku do świata i tajemnicy ludzkiego życia. Poeci romantyczni byli zafascynowani kulturą ludową, w ludowym widzeniu świata szukali odpowiedzi na podstawowe pytania ludzkiej egzystencji. W tej kulturze uniwersalnym językiem wyrażania uczuć są obrazy ze świata natury, chętnie pokazywanego jako rzeczywistość tajemnicza, do końca nierozpoznawalna. Widzimy to także w twórczości autora Balladyny.

Roślina jako topos
Nie widać u poety śladu zainteresowania sztuką zielarską i użytkowego podejścia do roślin, co dostrzec można u Mickiewicza, na przykład w Panu Tadeuszu. U Słowackiego - mistyka roślina pojawia się najczęściej jako topos, „miejsce wspólne” w kulturze, rozpoznawalny motyw, który natychmiast otwiera szerokie pole skojarzeń. Był wygnańcem, bez prawa powrotu do ojczyzny zdominowanej przez zaborcę – zwłaszcza po tym, co napisał na emigracji. Nader często więc ten topos dotyczy tradycyjnego, utrwalonego w literaturze i w malarstwie obrazu Polski, widzianej przez niezmienny element krajobrazu roślinnego. Jest więc nieśmiertelna polska sosna zwyczajna Pinus silvestris, wierzba Salix alba, brzoza Betula pendula, dąb Quercus i lipa Tilia – pokazywane niemal jak narodowe emblematy. W poemacie Beniowski dąb usychający, choć szumiący jeszcze na wietrze obumierającymi liśćmi, zda się jak człowiek rzucony z dala od kraju, któremu daje tylko pół duszy. Tak jak szpetny, umierający, straszący bezlistnymi konarami dąb, taki człowiek będzie miał w sercu władzę odpychania ludzi – a węże się doń zbiegać będą. Utyje kiedyś na chlebie wygnania i nieszczęśliwe dzieci go obsiędą. Bo piękno jest w zieleni, w młodych pędach i liściach, których drzewo, wyrwane z rodzimego lasu, więcej nie wyda. Kwintesencję polskiego ogrodu wspomnień znajdujemy już w I pieśni Beniowskiego: maleńka wieś ze wspomnień dziecięcych jest pełna łąk jasnych, gdzie kwitnie konwalia, pełna sosen, kalin, jodeł; gdzie róża polna błyszczy się samotna, gdzie brzozy jasnych są kochanką źródeł. A wszystko dlatego, że jam wtedy bujał na młodości piórach. Zupełnie jak w świecie lat dziecięcych Mickiewicza z Epilogu do Pana Tadeusza, co pozostanie święty jak pierwsze kochanie. Metaforą tego świętego świata była tam lipa.

Lipa
Tilia zajmuje także szczególne miejsce w roślinnym ogrodzie Słowackiego. Podobnie jak u Kochanowskiego i Mickiewicza, pojawia się ona w wielu utworach wieszcza jako drzewo przyjazne człowiekowi, bo przecież miło zabłądzić pod lipowe cienie z kwiatkami w ręku (wiersz Stokrótki). Napary i wyciągi wodne z kwiatostanów lipy, na tak pospolite choroby górnych dróg oddechowych, znane były od wieków. Ponadto lipa jako drzewo miękkie służyła Słowianom do wyrabiania uli, także jako materiał do rzeźby ludowej. W szacunku do lipy, przekazywanym z pokolenia na pokolenie, pobrzmiewają tradycje przedchrześcijańskie: piękne, rozrośnięte okazy drzew lipowych były obiektami panteistycznego kultu. Prawdziwy hołd lipie złożył Słowacki w słynnej Podróży do Ziemi Świętej z Neapolu. Polska lipa jawi mu się jako Partenon grecki i ma pełno smutku niewymówionego. Partenon to świątynia Ateny Dziewiczej. Polski Partenon to lipa Jana z Czarnolasu, co była drugim poety mieszkaniem i także swoistą, poetycką świątynią. Ta lipa, obdarowująca co roku człowieka cieniem rozstrzelanym, śpiewem słowików i dzbanem miodu jest jak dar Boży, kawałek raju na ziemi.

Od chemii do metafory
Nie zawsze roślina jest u Słowackiego tylko postacią, rysunkiem zapamiętanym pod powiekami, sentymentalnym topoi. W najsłynniejszym bodaj wierszu poety, wielokrotnie cytowanym Testamencie moim, widzimy oryginalne przejście od właściwości użytkowych rośliny do głębokiej metafory. Aloesy Aloë to rośliny z rodziny złotogłowowatych Asphodelaceae, w czasach Słowackiego klasyfikowane jako liliowate Liliaceae. Te wiecznie zielone byliny i krzewy Afryki i Półwyspu Arabskiego – fascynujące jako sukulenty potrafiące gromadzić wodę na bardzo długie okresy suszy – mają szczególne, od dawna wykorzystywane właściwości: liście aloesu wykorzystywano w afrykańskiej i arabskiej tradycji ludowej do odkażania i do balsamowania zwłok. W poetyckim testamencie Słowackiego przyjaciele poety biedne [jego] serce spalą w aloesie i tej, która mi dała to serce, oddadzą… W poemacie Lambro ta metafora jest jeszcze bardziej przejmująca: Egipcjanin w liście z aloesu obwija zwiędłe umarego serce […]. Chociaż w tym liściu serce nie ożyje, lecz od zepsucia wiecznie się zachowa, w proch nie rozsypie… Piękna metafora, wyrażająca trwałość idei i myśli, zamkniętych w człowieczym sercu - na dnie, gdzie zło i występki tego świata nie mają dostępu.

Drzewo bez liścia
Wiersz Słowackiego Paryż rzadko jest cytowany w opracowaniach poświęconych twórczości poety. A jest tu piękna metafora polskiego losu, z wyraźnym odniesieniem także do uniwersalnych, egzystencjalnych problemów ludzkiego bytowania, oparta na wyobrażeniu obumierającego drzewa:

Wierzby płączące na brzegach Sekwany
Smutne są dla nas jak wierzby Eufratu.
I całej nędzy nie wyjawię światu…
Drzewo nadziei bez liścia i kwiatu
Schnie, gdy wygnaniec złożył pod nim głowę,
Jak nad prorokiem Judy schło drzewo figowe…

Roślinna metaforyka Juliusza Słowackiego kryje w sobie wiele pięknych myśli. Spodziewam się, że w Roku Słowackiego stanie się ona przedmiotem nowych dociekań i publikacji – także w PANACEI. Ten skromny szkic niech będzie wywołaniem tematu.

Piotr Szubarczyk




adres tego artykułu: https://panacea.pl/articles.php?id=2711