Home Szukaj Regulamin Kontakt
Menu główne
Strona główna
Prenumerata
Regulamin
Kontakt
Szukaj
Labofarm
IWLF Labofarm
Działy artykułów
Aktualności
Apiterapia
Aromaterapia
Badania
Badania kliniczne
Badania laboratoryjne
Centrum Fitoterapii
Człowiek i natura
Dermatologia
Dodatki żywnościowe
Edukacja
Felieton
Forum Aptekarskie
Herbarium
Historia
Historia i tradycja
Informacja naukowa
Informacje
Kosmeceutyki
Kosmetologia
Kultura
Kwiaty
Monografie roślin leczniczych
Natura i literatura
Natura i sztuka
Naturalne stanowiska
Nauka
Nauka i terapia
Nowości
Nutraceutyki
Od wydawcy
Ogrody
Ogrody botaniczne
Opieka farmaceutyczna
Opinie
Osobliwości
Owoce
Perspektywy
Pielęgnacja
Poczet wielkich fitoterapeutów
Podróże
Polemiki
Prace badawcze
Prawo
Problemy zdrowotne
Przyroda
Rośliny lecznicze
Rośliny niebezpieczne
Rynek
Stanowiska naturalne
Sztuka
Technologia
Terapia
Tradycja
Uprawy
Warzywa
Weterynaria
Wspomnienia
Wydarzenia
Z biblioteki
Z laboratorium
Zielarstwo
Zielnik
Zioła przyprawowe
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Statystyki
userów na stronie: 0
gości na stronie: 9
Artykuły > Natura i sztuka > Nie możesz mi pomóc, doktorze...

Panacea Nr 3 (36), lipiec - wrzesień 2011 strona: 35

Nie możesz mi pomóc, doktorze…

Doktor Gachet przysiadł z obliczem pełnym melancholii na brzegu krzesła, westchnął i spytał:
- Mój Boże, Vincent, co ci właściwie jest…
Artysta odpowiedział jakby w półśnie:
- Jesteś moim przyjacielem… Wiem, że mi teraz pomożesz, a potem przeprowadzisz mnie przez próg ciemności do najgłębszego ze snów… Do snu żelaznego… Zostawię ci ten podarunek na pożegnanie… Pamiątkę po nieszczęśliwym Vincencie bez ucha… Mówią, że naparstnica to prawdziwy skarb i dar natury na chore serce… Mojemu już nic nie pomoże… Ale namaluję naparstnicę w twoich rękach… W rękach lekarza od serca… Od serca artystów i rozbitków… Takich jak ja… Szkoda, że twoja naparstnica nie dla mnie… Żadne zioła już mnie nie wyleczą… Ani ciała, ani duszy…
Gachet zadumał się nad tymi słowami znacznie od siebie młodszego, sławnego przyjaciela, z którego życie uciekało codziennie na oczach bezradnego doktora. On, znany lekarz od chorób serca, nie miał leku na serce Vincenta. I jeszcze ta biedna naparstnica. Tylu ludziom przyniosła ulgę, a teraz była jak kwiat przy łożu umierającego. Na jaką chorobę? Ani pacjent, ani lekarz nie znali odpowiedzi na to pytanie. Niepokój, niepewność i smutek wypełniły gęsto pracownię. Vincent jakby się wybudził z melancholii i znów mówił – teraz płynniej, z nieskrywaną ironią, prowokując Gacheta:
- Paul, jesteś megasnobem i druidem w waszym lekarskim światku. Ale na mnie, epikurejczyka, twoje sztuki duszne nie działają. To ja jestem specjalistą od uniesień duszy… Ale jestem tu i teraz. Tu dusza nie rządzi. Jestem jak ludzki spazm w realnym, twardym świecie. Teraz namaluję ciebie i naparstnicę. Albo naparstnicę i ciebie… Jak wolisz?
Gachet milczał przez chwilę, dotknięty ironicznym tonem przyjaciela i niemile obnażony jego przenikliwością. Przemógł się jednak. W końcu to on był lekarzem… Do tego starszym o ćwierć wieku od Vincenta. Odezwał się pojednawczo:
- Vincent, naparstnica pomoże i tobie. Ona cię uleczy. Sam ją zrywałem u podnóża Arl Provence. Powiedz, jestem taki podparty i wychylony na twoim obrazie. Co miałeś na myśli? Vincent nie miał jednak chęci odpowiadać na takie mentorskie pytania. Poczuł nagły przypływ zniechęcenia i rozdrażnienia. Odpowiedział z nieukrywaną już, złośliwą ironią: - Saponiny o działaniu nasercowym... Kto tu jest pacjentem a kto lekarzem? Kto szuka pomocy – ja czy ty?!
Gachet zamilkł i zwiesił głowę. Nie był zaskoczony tym wybuchem. Wszak to nie pierwszy raz. Ale zawsze czuł się upokorzony. Gdzieś na dnie serca odczuwał swą małość. On, sławny paryski doktor Gachet był taki mały przy tych wszystkich van Goghach, Renoirach, Cézanne’ach…
Vincent też milczał ponuro. Podszedł wreszcie zniecierpliwiony do sztalugi i patrzył na swoje niedokończone dzieło jak na coś obcego, co wymaga dopiero poznania i opisania. Przez chwilę układał słowa listu do brata Theo, w którym przedstawiał mu Portret doktora Gacheta: Głowa w białej czapce, włosy jasny blond, ręka również o jasnym, cielistym odcieniu, niebieska marynarka, tło w kolorze kobaltowego błękitu. Gachet opiera się na czerwonym stole, na którym leży żółta książka i naparstnica z purpurowymi kwiatami...
Spojrzał spod oka na zgnębionego Gacheta i pisał dalej w myślach swój list:
Wydaje mi się, że on jest bardziej chory niż ja… No, powiedzmy, tak samo chory jak ja…
Po raz ostatni spojrzał w kierunku Gacheta i po cichutku, bardziej do siebie niż do przyjaciela, powiedział:
- Jeżeli ślepy prowadzi ślepego, obaj w końcu wpadną w ciemny dół, jak w obrazie Breughla. Nie możesz mi pomóc, doktorze…

Tymoteusz Andrearczyk
www.tymek.art.pl

Paul-Ferdinand Gachet (*1828 †1909) – lekarz paryski, miłośnik malarstwa, przyjaciel, mentor i lekarz wielu wybitnych malarzy (m.in. Paula Cézanne’a i Pierre Renoira), poważny kolekcjoner obrazów, także artysta amator. Był lekarzem i opiekunem Vincenta van Gogha w ostatnich miesiącach życia artysty. To wtedy powstał słynny Portret doktora Gacheta, sprzedany dokładnie 100 lat później (1990) za ponad 80 mln dolarów! Był najdroższym wówczas obrazem świata. Zakupowi towarzyszył jednak skandal. Kupcem był bowiem japoński kolekcjoner Ryoei Saito, który wyraził publicznie wolę, by obraz po jego śmierci spalono... Saito umarł 6 lat później i do dziś nie wiadomo, co się stało ze sławnym obrazem…?


Najczęściej czytane
Zioła na choroby...
Fitoterapia w cho...
Ruszczyk kolczast...
Reumatoidalne zap...
Selen - pierwiast...
Propolis, mleczko...
Nadciśnienie tę...
Mniszek lekarski
Lucerna - niedoce...
Rośliny leczą b...
Pomarańcza
Polifenole rośli...
Kora dębu i dęb...
Forum Naukowe W G...
Wąkrota azjatyck...
Ostropest plamist...
Zioła na dziecie...
Czosnek - Antybio...
Rumianek
Zioła dla niemow...
Reklama
IWLF Labofarm Centrum Fitoterapii
Nasze leki
IWLF Labofarm IWLF Labofarm IWLF Labofarm
Facebook Panacea
© 2005-2018 Panacea.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.