panacea.pl

:: Wodne fascynacje Moneta
Panacea Nr 3 (32), lipiec - wrzesień 2010, strona: 35
Artykuł dodany przez: admin (2010-07-07 09:40:26)


Wodne fascynacje Moneta

Na świecie radość się z smutkiem plecie – pisał Jan Kochanowski, owładnięty w całej swej twórczości myślą o zmienności i niepewności życia ludzkiego, które porównywał do wielkiej sceny, na której grają łątki, czyli kukiełki, czyli my - ludzie. Podobną myśl wyrażali nasi przodkowie, zawierając ją w starym, do dziś przywoływanym porzekadle: Człowiek planuje, a Pan Bóg krzyżuje. Bywają jednak w życiu człowieka takie szczególne momenty, gdy jest się pewnym, stanowczym i zdeterminowanym; gdy ma się pewność, że to, na czym szczególnie nam zależy, spełni się. Tak było w życiu Oscara Claude’a Moneta – francuskiego malarza, jednego z twórców i najwybitniejszych przedstawicieli impresjonizmu. Można by rzec paradoksalnie, że tym celem, leitmotivem jego życia była woda. Od początku szło źle; nie tak jak marzył. Walczył z własnym ojcem, który – jak to ojciec – widział przyszłość syna w biznesie rodzinnym, czyli w prowadzeniu sklepu. Ale Oscar miał inne pasje i plany, chciał być malarzem. Ten rozdźwięk oraz poważne problemy finansowe doprowadziły młodego Moneta do głębokiej depresji i nawet do próby samobójczej. Tym boleśniej przeżywał swoją sytuację, że był odpowiedzialny nie tylko za swoje życie, ale także za szczęście swej młodej żony i synka.

Impresjonizm nie był wtedy mile widziany wśród surowych krytyków o upodobaniach akademickich, a tacy przeważali. Kojarzony bardziej raczej z „niechlujstwem” artystycznych „degeneratów”, którzy tworzyli swe dzieła w pośpiechu i którym „stało się coś z oczami”. Jak na ironię, Monet zmarł na raka lewego oka. Wcześniej poddał się operacji, po której nosił okulary, w których malował słynne nenufary. Nenufar to inaczej grzybień biały (Nymphaea alba), zwany też lilią wodną; czasami bywa mylony z grążelem żółtym (Nuphar luteum) inaczej wodną różą. Roślina, która stała się natchnienim dla wielu artystów, wykazuje też dobroczynne działanie lecznicze. Wyciągi ze świeżych kwiatów nenufarów są środkiem nasercowym i uspokajającym. Działają ogólnie uspokajająco, nasennie. Kłącza używano do pielęgnacji włosów, a z kwiatów produkowano wodę kwiatową. W polskiej medycynie ludowej świeże liście przykładano przy schorzeniach skóry (wrzody, wypryski, róża), także przy bólach głowy. Napar z suszonych liści stosowano wewnętrznie przy schorzeniach układu oddechowego. Ciekaw jestem, czy Monet korzystał z leczniczych właściwości wodnej róży, czy też była ona tylko obiektem fascynacji – ze względu na kolor, kształt czy zapach. Wielkie płótna przedstawiające nenufary malował od roku 1897 aż do śmierci.

To jednak nie tylko miłość do nenufarów. Niewielu było malarzy tak zafascynowanych wodą jak Monet. Gdy zaczął sprzedawać swoje płótna, za pierwsze zarobione pieniądze kupił sobie łódeczkę, na której dobudował budkę z desek. W ten sposób stworzył swoje pływające atelier. Po nieudanej wystawie w Paryżu, gdzie widzowie, przyzwyczajeni do form akademickich, protestowali przeciwko „wynaturzonym formom malarskim”, Monet ponownie podupadł na zdrowiu psychicznym. Postanowił wtedy uciec z wielkiego miasta. Szukał ciszy, spokoju i… wody. Znalazł takie miejsce w Giverny. Zakupił duży obszar ziemi, gdzie stworzył swój ogród. W sierpniu 1901 r. otrzymał pozwolenie na zmianę biegu rzeki Ru, co pozwoliło mu na zwiększenie stawu, w którym uprawiał ukochane nenufary. Dzisiaj te „wodne” obrazy Moneta wyrażają istotę impresjonizmu, są jakby jego emblematami. Jest w nich tętniący życiem taniec nenufarów, które powoli zatracają swoje kształty, stają się barwnymi plamami, tworzącymi wyspy w odmętach nieskończonej wody. Czasem dostrzegam w tych obrazach miniatury naszych kontynentów, otoczonych oceanami. Czasem wyobrażam sobie powiększony widok przez mikroskop na jakąś bliżej mi nieznaną tkankę. Rewelacyjna jest zawsze gama kolorów, która oddaje nie tyle lekkość oświetlonych słońcem nenufarów, co wewnętrzną, prawdziwą radość życia Moneta. Człowieka, który osiągnął w swoim życiu to, czego chciał. Lekkość i rozmach, widoczne na płótnach, świadczą o wyćwiczonych do perfekcji uderzeniach pędzlem, zgodnych z refleksami światła na stawie. Poddawani jesteśmy silnemu złudzeniu. Ta woda namawia nas, byśmy podeszli do obrazu i zerwali kwiat. Kwiat wolności człowieka i artysty.




powyżej: obraz Moneta z roku 1908 z cyklu Lilie wodne

Tymoteusz Andrearczyk
www.tymek.art.pl




adres tego artykułu: http://www.panacea.pl/articles.php?id=3213