panacea.pl

:: Mój ogród - mój raj...
Panacea Nr 3 (24), lipiec - wrzesień 2008, strony: 28-29
Artykuł dodany przez: admin (2008-07-02 13:05:08)


Mój ogród – mój raj…

Od redakcji
Rozpoczynamy nowy cykl artykułów, poświęcony ogrodom zielarskim. Mamy w kraju wielu entuzjastów, którzy z wielkim znawstwem rzeczy i z dużym nakładem pracy prowadzą fascynujące herbaria. Sami produkują roślinne surowce lecznicze oraz przyprawy kuchenne na użytek swój, swoich bliskich i przyjaciół. W naszym cyklu chcemy pokazać źródła tej szlachetnej pasji, a przy tym dać Czytelnikowi zainteresowanemu tematem, praktyczne wskazówki dotyczące prowadzenia przydomowego herbarium. Chcielibyśmy, aby to szlachetne zajęcie zyskało nowych miłośników. Chętnie opublikujemy Państwa relacje, dotyczące Waszych doświadczeń z herbarium i praktyczne porady dla innych. We współczesnym języku polskim słowo herbarium odnosi się raczej do kolekcji opisanych i zasuszonych roślin, czyli do zielników. Nazywając tym słowem nasz cykl o ogrodach, nawiązujemy do dawnej, klasztornej tradycji, kiedy to przez herbarium rozumiano część ogrodu, przeznaczoną do uprawy roślin leczniczych i przyprawowych. Autorka pierwszego artykułu naszego cyklu to niezwykła osoba. Pani Elżbieta Konopińska posiada ponad 5 hektarów ziemi pod Kostrzyniem. Na tej ziemi tworzy swój Wiejski Ogród Botaniczny, formalnie zarejestrowany! Wykonała już ogród japoński i rosarium. Obecnie pracuje nad ziołoleczniczym herbarium o powierzchni 800 m2 oraz nad ogrodem barokowym. Zainspirowana artykułami dotyczącymi roślin występujących w Piśmie Świętym (PANACEA nr 1 i 2/2007), postanowiła stworzyć w swoim ogrodzie także „rabatę biblijną”.

***

Zawsze chciałam mieć swój ogród. To odwieczne ludzkie pragnienie. Może tęsknota za utraconym rajem? Początkowo była to mała grządka, którą pracowicie obsadzałam bratkami. Miałam wtedy sześć lat… Potem zawsze już żyłam w domu z ogrodem, ale nie mogłam go zmieniać według swoich upodobań, bo wydawało mi się, że mam za mało miejsca.

Dopiero po latach, gdy poznałam sztukę ogrodową Japonii, zrozumialam, że nawet na 5 m2 można stworzyć arcydzieło! Zaczęłam szukać swego miejsca na ziemi. Chodziło mi zwłaszcza o stary drzewostan. O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa! – pisał w zachwycie Leopold Staff. Niestety, oferowane parki były dla mnie finansowo niedostępne. Musiałam zaczynać od zera, ale miało to również swoje dobre strony. Kupując puste pole, mogłam zaplanować wszystko od podstaw. Mój najstarszy syn, który włożył bardzo dużo pracy w założenie ogrodu, stwierdził: „Mamo, jesteśmy jak bogowie! To my teraz decydujemy, jak to będzie kiedyś wyglądało”! Znalazłam ziemię. Urozmaicony teren, nie płaski, z dalekimi perspektywami widokowymi, na morenie, 25 km od miejsca zamieszkania, z asfaltową drogą dochodzącą aż do mojej drogi. Ogród znajduje się dokładnie na linii przelotu stad dzikich ptaków. Wiosną lecą nad naszymi głowami, kierując się na południowy zachód. Jesienią gubią się niekiedy we mgle i potem kołują nad nami. Jedynym minusem była marna gleba V i VI klasy, nawet pozaklasowa. Dużo trudu muszę włożyć, aby rośliny chciały rosnąć. Preferuję rośliny dające sobie radę w takich warunkach, ale gdybym się tylko do nich ograniczała, ogród byłby nudny. Tamte lata były upalne i suche, a nasza gleba miałka, nie utrzymywała wilgoci. Patrzyłam zrozpaczona na więdnące w upale małe sadzonki żywopłotów i lasu. Woziłam w kanistrach wodę z miasta. Po kilku latach synowie urządzili automatyczne podlewanie kroplujące, co oszczędza wodę, bo gleba podlewana nocą nie paruje tak szybko i więcej przenika do korzeni. Aktualnie ogród składa się z części wyodrębnionych żywopłotami, tzw. pokoi ogrodowych. Okazało się to bardzo pożyteczne, bo od zachodu nadlatywaly silne, latem bardzo gorące wiatry, które ze szczytu sąsiedniego wzgórza spadały z całą siłą na moje młode rośliny. Na ukończeniu jest Ogród Japoński, w tym roku skończę też Rosarium, moje Syringarium bardzo się rozrasta, a teraz zaczęłam prace przy Herbarium i Ogrodzie Barokowym. Czytelnika PANACEI najbardziej zainteresują zapewne plany herbarium. Będzie ono okolone żywopłotem, dość duże (około 5 arów). Mniejsze herbaria robiłam już kilka razy, tu chciałabym zawrzeć summę wiedzy i możliwości, jakie dają zioła. Kiedyś zrobiłam najprostszy ziołowy ogródek, który polecam każdemu, kto chciałby mieć własne zioła. Właściwsza byłaby nazwa „ogródek przyprawowy” czy „warzywnik” – polski odpowiednik angielskiego kitchen garden. W wybranym miejscu, najlepiej na skraju trawnika, kładziemy na ziemi starą drabinę. Jej szczeble wyznaczają „grządki”, a zarazem porządkują rodzaje gleby, bo różne gatunki mają różne potrzeby. Wystarczy wymienić ziemię na odpowiednią dla poszczególnych ziół i posadzić rośliny kupione w doniczkach. Znacznie później, gdy zakładałam ogród przy nowo wybudowanym domu, zaplanowałam stary wynalazek naszych przodków, czyli wejście kuchenne, skąd przez taras wychodziło się z kuchni na mały ogródek ziołowy. Tworzyła go gwiazda ośmioramienna, zrobiona z pozbruku, z kółkiem w środku, gdzie posadziłam lubczyk, będący zwieńczeniem tego „tortu”. Można posadzić inne duże zioło, np. Angelica arch. Ramiona z pozbruku tworzą ścieżki, po których można dojść do roślin, nie niszcząc ich. Planując tu nasadzenia, trzeba uwzględnić rodzaj wymaganej gleby, zazwyczaj lekkiej, więc należy dodać piasek, stanowisko słoneczne lub półcieniste dla poszczególnych gatunków i przede wszystkim wymaganą kwasowość. Przygotowując plan nasadzeń, warto spisać rośliny do naszego herbarium. Dla roślin jednorocznych należy przeznaczyć osobną grządkę z żyzną, najlepiej kompostową ziemią. Warto przestudiować poradniki o ziołach. Polecam zwłaszcza opis słynnego ogrodu przy zamku Villandry, gdzie w mistrzowski sposób zastosowano „zdobnicze” właściwości i strukturę ziół. Ogółem użyto tam 850 gatunków warzyw i ziół!

Elżbieta Konopińska




adres tego artykułu: http://www.panacea.pl/articles.php?id=2411